Yakshto's blog

piątek, grudzień 19, 2008

Jutro wracam


Doktorzy zalecają, bym jechał leczyć się za granicę, a ja pragnę na lato wyjechać do Druskienik. Doktorzy mają swoją politykę, a ja swoją. Gdyby oni znali Kresy, tamtejsze drzewa, powietrze i lud tamtejszy, nasze potrawy i przyzwyczajenia, na pewno zmieniliby swoją politykę. Zobaczymy, czyja polityka zwycięży - ich czy moja? Dla mojego zdrowia potrzebne są tamtejsze lasy, gawęda z tamtejszymi ludźmi i smak tamtejszych potraw.

Józef Piłsudski, 1924


Jutro wracam.

niedziela, wrzesień 28, 2008

Warszawa na linii

Od kilku dni jestem w Warszawie. Przydzielono mi wielomiejscowy pokój w akademiku na Pradze (słynny KIC). Wielomiejscowy, bo oprócz dwóch filologów, z którymi mieszkam, ciągłym towarzystwem cieszą karaluchy i robale. Warszawa przytłacza nie tylko cenami (w szczególności książek) ale też wielkomiejską atmosferą, zabieganiem i rytmem życia bardziej impulsywnym, niż dominujący w Wilnie. Na razie próbuję sobie wyobrażać, że jestem tu turystą :)

Już jutro mam ceremonię Initium Semestri w Instytucie Socjologii UW. Zobaczymy co i jak. Bo w końcu to właśnie nauka jest czymś, po co tutaj przyjechałem.

Etykiety: ,

wtorek, wrzesień 16, 2008

O krzewicielach litewskości

Jak zapewne wielu z Was wie, w prawie litewskim istnieje sprzeczność dotycząca dwujęzycznych nazw ulic. Ustawa o języku państwowym mówi, że napisy publiczne na terytorium RL mają być w języku państwowym (czyli litewskim), natomiast zgodnie z ustawą o mniejszościach narodowych, w terytorialnych jednostkach administracyjnych, gęsto zamieszkanych przez mniejszość narodową, napisy informacyjne mogą być, obok języka litewskiego, w języku mniejszości narodowej. Takie prawo gwarantuje też ratyfikowana przez Litwę konwencja ramowa Rady Europy o mniejszościach narodowych, w której znajduje się taki ustęp:
W rejonach tradycyjnie zamieszkałych przez znaczącą ilość osób należących do mniejszości narodowej Strony będą starać się - zgodnie z obowiązującym prawem, w tym także, tam gdzie tostosowne, umowami z innymi państwami oraz przy uwzględnieniu ich specyficznych warunków - umieszczać również w języku mniejszości tradycyjne nazwy lokalne, nazwy ulic i inne oznakowania topograficzne o charakterze publicznym, o ile istnieje tam wystarczające zapotrzebowanie na takie oznakowania.
Nazwy ulic w języku polskim i rosyjskim, umieszczane obok ich odpowiedników w języku państwowym przez mieszkańców rejonu wileńskiego i solecznickiego, niektórym Litwinom (np. z Państwowej Inspekcji Językowej) przeszkadzają i za wszelką cenę pragną oni tylko i wyłącznie litewskich napisów. Skąd taka zaciekłość to temat na oddzielny post albo całą książkę; tym bardziej, że miało być nie o tym.

Miało być o krzewicielach litewskości, którzy stosują nieco bardziej wyrafinowane techniki usuwania obcojęzycznych napisów, niż sądy, petycje itp. Zwiedzając tym latem (rowerem, rzecz jasna:) Regionalny Park Wilii, zauważyłem następującą rzecz. Mniej więcej jedna trzecia tablic informacyjnych w parku była zdewastowana. "Zdewastowana" nie jest chyba najwłaściwszym określeniem, bo stendy na pierwszy rzut oka wygladały normalnie... Na tablicy, bodajże, przy tzw. Królewnie Dębów, pracownicy parku umieścili nalepkę z napisem

"Euroskeptikai! Nenaikinkite informacijos parašytos svetima kalba! Mylėti Tėvynę ir saugoti jos vertybes reikia kuriant, o ne griaunant." ("Eurosceptycy! Nie niszczcie napisów w językach obcych! Kochać Ojczyznę i strzec jej wartości należy tworząc, a nie burząc.")

Otóż streszczenie informacji w języku angielskim i logo jednego ze sponsorów tablic - Unii Europejskiej, było WYCIĘTE, wykrojone nożem. Nie liczyłem, ale w sumie takich "zlituanizowanych" stoisk było ~10. Na wyprawach sierpniowych zrozumiałem też do czego służyły dwie tablice, które w czerwcu stały zupełnie puste: napisy informacyjne na nich były całkowicie w języku angielskim i polskim. Nasi bojownicy o litewskość nie omieszkali się ich po prostu zerwać...


W głośnikach:
Huun-Huur-Tu "Ching Söörtükchülerining Yryzy"

Etykiety: , , ,

środa, wrzesień 10, 2008

I go to Warszawa!

Witam ponownie. Dodałem parę linków, FeedBurnera (póki co nie proszę prenumeratorów o resubskrybcję, bo Blogger powinien teraz przekierowywać cały traffic do FeedBurnera, jak coś będzie nie tak, to dam znać), dział "Ostatnio przeczytane" w prawej kolumnie (tu, z inspiracji wtyczką do Wordpressa (kiedy takie cudo ktoś zrobi na Bloggera?) będą trafiały godne, moim zdaniem, Waszej uwagi książki) i dokonałem kilku drobniejszych technicznych poprawek na blogu.

Nieco się się działo podczas mojej blogowej nieaktywności. Objeździłem kawał Litwy rowerem, całkiem nieźle zdałem maturę, wstąpiłem tam, gdzie chciałem (Uniwersytet Wileński, historia kultury i antropologia) i otrzymałem skierowanie do Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego (ciągnęło mnie na Jagielloński, ale co tam, nie gardzę i UW:) Zdecydowałem, że pojadę. Na razie łażę na wykłady do VU (lit. Vilniaus Universitetas), gdyż rok akademicki w Polsce ma swój początek dopiero w październiku. Studia, o ile można o nich wyrokować po niecałych 2 tygodniach, nie są wybitnie jakościowe, ale większość tematów wykładów jest interesująca, jak twierdzą weterani ze starszych kursów - nie ma zawału pracy, przez co można poświęcać wolny czas samokształceniu, imprezowaniu czy pracy zarobkowej. Grupa też jest niczego taka. Zdążyłem nawet z nimi przez 2 dni popływać jeziorami i rzekami Auksztoty na wyprawie kajakowo-alkoholowej :) Fajnie, że mam możliwość chociaż przez kilka tygodni wywąchać własnym nosem, czym pachnie i śmierdzi najbardziej prestiżowa uczelnia litewska.

A na socjologii w Warszawie będzie inaczej. Największym bólem głowy będzie, podejrzewam, obowiązkowy dla I kursu wstęp do statystyki. Do tego jeszcze perypetie z przeprowadzką, życiem w akademiku, nowym dla mnie miastem, krajem, tak podobną do naszej, a nierzadko diametralnie odmienną codziennością i rytmem życia dwóch stolic. Wyznam Wam, że gdyby się mi tam okropnie nie spodobało, to wrócę za rok. Niektórzy mnie z tego powodu oskarżają o niestanowczość. Mówią, mężczyzna powinien być zdecydowany. Ale zdecydowany na co? Ja przecież jeszcze o tylu rzeczach nie mam pojęcia, że w obliczu tak wielu możliwości naprawdę trudno być stanowczym, zakreślić sobie wyraźny cel. Jedyną rzeczą, którą uświadomiłem sobie, jest nieodparta chęć poznawania, doskonalenia się, pragnienie przygody fizycznej i intelektualnej. Nie mówię, że jest to lepsze od np. ciągłego oglądania telewizji z piwem w ręku. Po prostu w wypadku pierwszym przemijanie czasu nie jest tak wyraźnie odczuwalne.

Może bezpodstawnie sądzę, że wyjazd na studia za granicę (w końcu, o jakie granice między Litwą a Polską teraz chodzi?:) będzie przygodą czy chociażby wartościowym doświadczeniem. Ale jakże to ja, mając szansę, tego miałbym nie sprawdzić? :)


Dźwięki chwili:
Steve Reich - Music For 18 Musicians

Etykiety: , ,

czwartek, lipiec 03, 2008

Ooohhh yeah. Wróciłem z koncertu Return To Forever. Gadając z Holendrami, którzy przyjechali do Wilna tylko po to, żeby Ich zobaczyć, doszliśmy do wniosku, że pochodzą Oni z innej planety. Z takiej, gdzie wszyscy grają, a jedynym bogiem jest Muzyka.

Siedzę rozkoszując niewygasłymi jeszcze wrażeniami, nocną ciszą i Białorusinem. Klon, dzięki za info o tym drinku. Kickass.

Etykiety:

wtorek, lipiec 01, 2008

Muzyka Muzyka Muzyka


W języku romskim "Terno Vilna" oznacza "Młode Wilno". Tak właśnie został zatytułowany jeden z festiwali w ramach projektu "Wilno - stolica kultury europejskiej 2009", który odbył się w sobotę w, o zgrozo, wileńskim taborze cygańskim!

No i co, pomimo powszechnej niewiary w sukces tego projektu, sceptycy powinni przyznać, iż impreza się udała! Szacowni goście z krajów od Czech po Egipt połączyli swoje siły naszymi miejscowymi talentami z taboru w Kirtimai i zaprezentowali wspólny program. Flamenco, jazz, hip-hop, funk, elektronika - na różnorodność programu muzycznego nie można było narzekać. Festiwal umożliwił zapoznanie się z kulturą i codziennością litewskich Romów, co przedstawicielowi innej mniejszości narodowej, takiemu jak ja, nie mogło być nieinteresujące :) Żałujcie ci, którzyście nie byli!



No i jeszcze jedna wiadomość, którą nie mogę się nie podzielić (chociaż musiałem już dawno dawno temu to zrobić). Jutro w Wilnie mamy koncert RETURN TO FOREVER. Najlepsza na świecie kapela jazz fusion po całkowicie nieoczekiwanym reunion wraca w legendarnym składzie: Chick Corea, Stanley Clarke, Lenny White, Al di Meola. I pierwszy koncert tego jazzowego dream-team w Europie mamy... tak tak, w moim kochanym Wilnie! Pewnie to zbieg okoliczności, a nie hołd litewskiej scenie jazzowej, ale co mi tam. Ważne, że już dawno mam bilety. Których, nota bene, możecie mi zazdrościć, bo wolnych miejsc w sali koncertowej już nie ma, a tych dobrych nie ma już od kilku miesięcy. TO JUŻ JUTRO!!!


w głośnikach echa tango w taborze:
Camarón de la Isla "Yo vivo enamorao"

Etykiety: ,

sobota, maj 17, 2008

Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły...

Wczoraj nasza 12 promocja miała ostatni dzwonek. 12 lat, a minęły tak szybko. Czas spędzony beztrosko i przyjemnie w szkole, która udzieliła mi kilku lekcji, które zapamiętam na zawsze, w której miałem niejednego nauczyciela, którego mogę nazwać Pedagogiem przez dużą "P", w której spotkani ludzie zmienili we mnie niemało i z którymi spędziłem wiele mile wspominanych chwil.

W międzyczasie otrzymałem stypendium na pięcioletnie studia na kierunku socjologia w RP. Czy skorzystam z tej możliwości? Nie wiem. Moja decyzja będzie najbardziej zależała od uczelni, na którą się dostanę i tego, jak złożę egzaminy w Litwie. Pierwszy test już we środę - egzamin państwowy z języka litewskiego.

Wish me luck!

A dziś najpiękniejszą piosenką wszechczasów jest:
Hiperbolė "Pamiršk mane"

Etykiety: