Witam ponownie. Dodałem parę linków, FeedBurnera (póki co nie proszę prenumeratorów o resubskrybcję, bo Blogger powinien teraz przekierowywać cały traffic do FeedBurnera, jak coś będzie nie tak, to dam znać), dział "Ostatnio przeczytane" w prawej kolumnie (tu, z
inspiracji wtyczką do Wordpressa (kiedy takie cudo ktoś zrobi na Bloggera?) będą trafiały godne, moim zdaniem, Waszej uwagi książki) i dokonałem kilku drobniejszych technicznych poprawek na blogu.
Nieco się się działo podczas mojej blogowej nieaktywności. Objeździłem kawał Litwy rowerem, całkiem nieźle zdałem maturę, wstąpiłem tam, gdzie chciałem (Uniwersytet Wileński, historia kultury i antropologia) i otrzymałem skierowanie do Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego (ciągnęło mnie na Jagielloński, ale co tam, nie gardzę i UW:) Zdecydowałem, że pojadę. Na razie łażę na wykłady do VU (lit. Vilniaus Universitetas), gdyż rok akademicki w Polsce ma swój początek dopiero w październiku. Studia, o ile można o nich wyrokować po niecałych 2 tygodniach, nie są wybitnie jakościowe, ale większość tematów wykładów jest interesująca, jak twierdzą weterani ze starszych kursów - nie ma zawału pracy, przez co można poświęcać wolny czas samokształceniu, imprezowaniu czy pracy zarobkowej. Grupa też jest niczego taka. Zdążyłem nawet z nimi przez 2 dni popływać jeziorami i rzekami Auksztoty na wyprawie kajakowo-alkoholowej :) Fajnie, że mam możliwość chociaż przez kilka tygodni wywąchać własnym nosem, czym pachnie i śmierdzi najbardziej prestiżowa uczelnia litewska.
A na socjologii w Warszawie będzie inaczej. Największym bólem głowy będzie, podejrzewam, obowiązkowy dla I kursu wstęp do statystyki. Do tego jeszcze perypetie z przeprowadzką, życiem w akademiku, nowym dla mnie miastem, krajem, tak podobną do naszej, a nierzadko diametralnie odmienną codziennością i rytmem życia dwóch stolic. Wyznam Wam, że gdyby się mi tam okropnie nie spodobało, to wrócę za rok. Niektórzy mnie z tego powodu oskarżają o niestanowczość. Mówią, mężczyzna powinien być zdecydowany. Ale zdecydowany
na co? Ja przecież jeszcze o tylu rzeczach nie mam pojęcia, że w obliczu tak wielu możliwości naprawdę trudno być stanowczym, zakreślić sobie wyraźny cel. Jedyną rzeczą, którą uświadomiłem sobie, jest nieodparta chęć poznawania, doskonalenia się, pragnienie przygody fizycznej i intelektualnej
. Nie mówię, że jest to lepsze od np. ciągłego oglądania telewizji z piwem w ręku. Po prostu w wypadku pierwszym przemijanie czasu nie jest tak wyraźnie odczuwalne.
Może bezpodstawnie sądzę, że wyjazd na studia za granicę (w końcu, o jakie granice między Litwą a Polską teraz chodzi?:) będzie przygodą czy chociażby wartościowym doświadczeniem. Ale jakże to ja, mając szansę, tego miałbym nie sprawdzić? :)
Dźwięki chwili:
Steve Reich - Music For 18 MusiciansEtykiety: blog, rozważania, studia